Twoje oczy są jak przeźroczyste szybki, przez które Bóg patrzy na świat

W poprzednim artykule pisałam, że Bóg jest w nas. Stwierdzenie to, mimo że dość znane, nabiera mocy w momencie, w którym naprawdę zaczynamy tą świadomością żyć. Pewnego ranka spacerowałam po łące z psem i podziwiałam piękno przyrody. Oszronione trawy, kolorowe niebo wokół wschodzącego słońca, cud budzącego się dnia. Uświadomiłam sobie, że w takich sytuacjach łatwo patrzeć z miłością. Podobnie jest, gdy nasz wzrok spotyka się z kimś kogo kochamy, lub po prostu zwyczajnie lubimy. W tym momencie dotknęła mnie pewna myśl. (Może powinnam nazwać ją natchnieniem, a może obrazem?) W obszarze duchowości trudno ubrać w słowa pewne doświadczenia. Uwagę przykuła świadomość moich oczu. Skoro Bóg we mnie jest, to przez nie obserwuje świat. Nagle poczułam, że moje oczy są jak przeźroczyste szybki, za którymi On jest i patrzy na to co ja widzę. Od razu zmieniała się perspektywa spojrzenia.  No bo przecież skoro On patrzy,  to na pewno jest  to wzrok miłości.

Po chwili pojawiły mi się w myślach osoby, które ranią i czynią wiele zła. We mnie nie ma uczuć nienawiści, jednak wciąż łapię się na tym, że za mało te osoby kocham. „Szybki” w moich oczach sprawiły, że nagle te wszystkie uczucia zamieniły się  we współczucie. Jeśli ktoś rani inną osobę, to albo nie jest tego świadomy, albo ma jakieś zaburzenia psychiczne, albo  jest ofiarą złego traktowania, a wiec także niedoborów miłości w dzieciństwie, albo jest zniewolony złym duchem. Bóg jest dobry i wszystko co stworzył jest dobre. Czy będąc miłością stworzyłby niedobrych ludzi? On wszystkie swoje stworzenia kocha. Chce abyśmy my też tak potrafili spojrzeć. Chce aby ci, którzy pobłądzili, stali się znowu dobrzy. Czy spojrzenie pełne złości i jego słowne konsekwencje pomagają w dostrzeżeniu Boga w nas? Ile razy jednak jest tak, że ludzie obgadują kogoś ze swojego otoczenia, oceniają  według swoich sądów, a bywa, że triumfują, gdy komuś kto ich skrzywdził, stało się jakieś nieszczęście. Jakże często słyszę komentarz: dobrze mu tak… Wiem, że poruszam temat bardzo trudny, jednak dla tych, którzy chcą być podobnymi do Chrystusa, a wciąż nie potrafią wybaczyć i kochać bezwarunkowo – wyobrażenie „szybek” może pomóc. Jesteśmy Świątynią Boga od chrztu. Im więcej  w nas dobra, im mniej grzechu, tym bardziej stajemy się „przeźroczyści”. Dzięki temu Bóg mieszający w nas może być widoczny. Wówczas nie tylko obserwuje świat przez nasze oczy, ale także potrafi dzięki nim spojrzeć na kogoś w taki sposób, że osoba to spojrzenie zapamięta. Może być nawet tak, że będzie ono przełomowe w jej nawróceniu. Myślę, że każdy miał w życiu okazję poznać kogoś, kto miał w sobie niewytłumaczalne ciepło, której postać emanowała dobrem. Wzrok jest jednym ze zmysłów, ale Bóg mieszkający w nas może wykorzystać też resztą naszego ciała. Może mówić naszymi ustami, wkładając nam do nich odpowiednie wyrazy, może dotykać naszymi rękoma, czyniąc naszą pracę piękniejszą, a nawet uzdrawiać. To co przedstawiam jest przecież opisane w Piśmie Świętym. Bóg poprzez Ducha Świętego daje nam Swoje dary, bo one budują dobro i miłość.

„a wszystko to daje jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu jak chce” (1Kor 12,11)

Nie wiem czy doświadczenie „szybek” będzie dla ciebie odkrywcze. Niełatwo przekazać coś, co się poczuło. Pisząc każdy artykuł wiem, że część przerwie jego czytanie po paru słowach, a będą i tacy, którzy doczytają do końca i pomyślą, że jestem „nawiedzona”. Jeśli jednak chociaż jednej osobie pomoże on spojrzeć na zło z perspektywy Jego spojrzenia w nas, to znaczy, że warto było się tym podzielić 🙂